sobota, 14 marca 2015

Rozdział 5

Według glona-tak przeszliśmy na ty- jesteśmy na Manhatanie, ale ja byłam godzinę temu w Bostonie!! WTF?!? Sorka za słownictwo, myśli, sorrka. Jeszcze mam gdzieś z nim iść jego niedoczekanie. Z tymi myślami powiedziałam, że idę tam gdzie król piechotą. To jest jasne jak moja inteligencja,że w KAŻDEJ łazience jest okno, więc z tej wiedzy skorzystam i przez nie wyjdę!! Ach ja mądra. O mój mózgu. Czegóż chcesz moja Annabeth. To miał być Shekth, ale trochę dziwnie wyszło. Heh. xD
                                 Percy
Właśnie sobie przypomniałem, że jak Grover Ave mnie tam przyprowadzał chciałem uciec. Może ona też ucieknie?? Co ja powiem szefowi?? Trzeba ją sprawdzić. Tsa...Przypomniałem sobie, że przecież tam są okna. Podszedłem do nich. Pacze, a ona idealnie wyszła. Heh jak można idealnie wyjść to zrozumieją tylko osoby które zamiast mózgu mają glony. Taa....
                               Annabeth
Wychodzę przez te cholerne okno. Pacze,i widzę, że on się na mnie paczy. O nie! On się paczy. AAAAAsaaa paczy się . Paczy. Heh,

       Pół godziny później
Jesteśmy na lotnisku. Gdy nagle... nie nie wleciał w nas samolot, nie nie skoczyłam pod samolot. Nic z tych rzeczy tylko nagle Glon krzyknął, że pomylił historię, że ja mam iść na lekcję i o nim zapomnieć. Tsa.... o kim my tak ogólnie rozmawiamy?!? Według wszelakich pytań nie pamiętam kto to Percy i co ode mnie chciał, a te wszystkie zapiski są z mojego pamiętnika.




Kto się tego spodziewał?!? Bo ja nie! Okay, tak to jest koniec mojego nieudanego opowiadania. Okazało się, że Ann nie była herosem, a Percy był debilem. Heh.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz