piątek, 8 maja 2015

Coś nowego

Za namową mojej koleżanki Anii, która po przeczytania mojego bloga uznała, że powinnam napisać tu parę STRASZNYCH historii. Tak, i napiszę je. Tsa... dedykuje to Tobie Ania.



W pewnym niewielkim miasteczku stał dawno opuszczony już cmentarz. Ludzie go nie odwiedzali, ponieważ twierdzili, że jest nawiedzony. Do miasteczka sprowadziła się rodzina z dwójką dzieci. Oni również usłyszeli o nawiedzonym cmentarzu od swoich sąsiadów, ale dorośli jak to dorośli jedynie się z tego śmiali. Dzieci ogromnie przejęły się tą historią. Było jeszcze gorzej, gdy okazało się, że ich dom leży niecałe 100m. od cmentarza, a z okna domu widać ten nawiedzony cmentarz. Rodzice nie wierzyli w tę historię o duchach pojawiających się na cmentarzu, ale dzieci owszem. Pewnego wieczoru rodzice dzieci postanowili wyjść na romantyczna kolację do restauracji za miastem. Dzieci zostały, więc same w domu. Koło 12.00 w nocy Ania jej brat Daniel usłyszeli śpiew kobiety. Wyjrzeli przez okno a na jednym z nagrobków siedziała kobieta w białej szacie i śpiewała. Niespodziewanie odwróciła się do dzieci i szeroko się uśmiechnęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Mej wrzasnęła z przerażenia i czym prędzej chciała biec do swojego pokoju. Gdy wchodziła na schody zobaczyła na nich siedzącą postać. Była to ta sama kobieta, którą widziała z bratem przez okno. Wstała ona i podeszła do przerażonej dziewczynki. Położyła jej rękę na głowie po czym szybkim ruchem skręciła jej kark. Gdy chłopak poszedł szukać swojej siostry znalazł jej ciało na łóżku na ścianie pisało ludzką krwią "Niech rodzice lepiej uwierzą" 





Idąc chodnikiem po zmroku na obrzeżach miasta można rozmyślać, rozmawiać przez telefon, słuchać muzyki. Bohater tej opowieści wybrał zupełnie inne rozwiązanie... Była zima, chyba luty. Dwudziesto pięcio letni Marek wracał do domu z pracy pieszo, chodź nigdy tego nie robił, ale zmusiło go do tego pożyczenie samochodu swojemu dobremu kumplowi. Telefon rozładowany, lampy przy drodze odmawiały posłuszeństwa: gasły co jakiś czas. W takich miejscach nawet dorosła osoba czuje się niepewnie, szczególnie kiedy idzie się pomiędzy stuletnim parkiem i martwą drogą, a po drugiej stronie ulicy rozciąga się stara kopalnia i kilka opuszczonych domów. Wiał wiatr, padał śnieg. Marek byłtrochę zmęczony, kleiły mu się oczy po całodziennej pracy w biurze. W obrębie 20 km nie było żywego ducha. "Czy ta droga nigdy się nie skończy?!" - pomyślał lekko znużony po przebyciu 1/3 drogi. W którejś kolejnej minucie marszu usłyszał za sobą kroki. "Kobieta..." - owiedział cicho do siebie, rozpoznając odgłos obcasów. Kroki stawały się coraz szybsze. Wkońcu nieznajoma dogoniła mężczyznę. Gdy była kilka kroków za nim, Marek oglądając się ujrzał postać w czarnym płaszczu, twarz widział częściowo z powodu gasnących lamp. Nowa towarzyszka uśmiechając się w końcu zaczęła rozmowę: -Witaj, Marku. Poznajesz mnie? Pewnie nie... Rzeczywiście, Marek nie wiedział, z kim ma przyjemność. Ale kobieta kontynuowała: -POSM nr.1, klasa 5a. Pierwsza ławka na środku. Czarna kitka, dalej nic ci to nie mów? -Anka? -Tak! -Nie wierzę! Skąd się tu wzięłaś? Co u ciebie? Gdzie teraz mieszkasz? Czym sie zajmujesz?- zaczął zasypywać ją pytaniami. -Wiesz, zacznę od początku. Przyjechałam tu tak po prostu, przypomniec sobie dawne czassy. Pamiętasz? Tu mieszkałam...- Maja wskazała na jeden z opuszczonych domów w pobliżu kopalni. -Tak, a teraz gdzie mieszkasz? Gdzie są twoi rodzice?- dopytywał się Marek. -Mieszkają na wsi, a ja... Powiedz lepiej, co tu robisz o tej porze. - opowiedział jej o pożyczonym aucie, zaczęli też rozmawiać na inne tematy. Maja jakby specjalnie zwalniała tempo spaceru. -Może wstąpisz do mnie? Chodźmy szybciej.- zaproponował Marek. -Wiesz, nie lubię spacerować szybko. Proszę cię, nie spiesz się, bo "Gdy człowiek się spieszy..." -Tak, tak, wiem : "... diabeł się cieszy".- zaśmiał się Marek- więc dobrze, chodźmy wolno. I tak zrobili. Pokonali drogę w czasie dwa razy dłuzszym. Mimo tego miło im się rozmawiało. Gdy byli kilkaste metrów od celu, Maja zaczęła się żegnać z przyjacielem. -Na mnie już pora, zrobiłam, co miałam zrobić, pora się rozstać. -Szkoda. Ale mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy? -Na pewno, tylko nie tak szybko - dodała na pożegnanie z uśmiechem Maja znikając w bocznej drodze. Po dotarciu pod blok, Marek ujrzał, że stoi tam pare radiowozów, karetka i straż. -Co się stało?! - zapyał z niepokojem funkcjonariusza. -Wyciek gazu. Gdyby pan wrócił 20 min temu, to był by koniec. Markowi zaparło dech z przerażenia: "To tylko dzięki Mai!". Następnego dnia koniecznie chciał ją znaleźć, dzwonił do znajomych z liceum, aż w końcu dostał numer do jej rodziców.: -Dzień dobry. Czy można prosić Maję do telefonu? Chciałbym jej podziękować. Usłyszał płacz w słuchawce: -Ania... nie żyje.. Zginęła rok temu od wycieku gazu w jej mieszkaniu... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz