Za namową mojej koleżanki Anii, która po przeczytania mojego bloga uznała, że powinnam napisać tu parę STRASZNYCH historii. Tak, i napiszę je. Tsa... dedykuje to Tobie Ania.
W pewnym niewielkim miasteczku stał dawno opuszczony już cmentarz. Ludzie go nie odwiedzali, ponieważ
twierdzili, że jest nawiedzony. Do miasteczka sprowadziła się rodzina z
dwójką dzieci. Oni również usłyszeli o nawiedzonym cmentarzu od swoich
sąsiadów, ale dorośli jak to dorośli jedynie się z tego śmiali. Dzieci
ogromnie przejęły się tą historią. Było jeszcze gorzej, gdy okazało
się, że ich dom leży niecałe 100m. od cmentarza, a z okna domu
widać ten nawiedzony cmentarz. Rodzice nie wierzyli w tę historię o
duchach pojawiających się na cmentarzu, ale dzieci owszem. Pewnego
wieczoru rodzice dzieci postanowili wyjść na romantyczna kolację do
restauracji za miastem. Dzieci zostały, więc same w domu. Koło 12.00 w
nocy Ania jej brat Daniel usłyszeli śpiew kobiety. Wyjrzeli przez okno a
na jednym z nagrobków siedziała kobieta w białej szacie i śpiewała.
Niespodziewanie odwróciła się do dzieci i szeroko się uśmiechnęła.
Rozpłynęła się w powietrzu. Mej wrzasnęła z przerażenia i czym prędzej
chciała biec do swojego pokoju. Gdy wchodziła na schody zobaczyła na
nich siedzącą postać. Była to ta sama kobieta, którą widziała z bratem
przez okno. Wstała ona i podeszła do przerażonej dziewczynki. Położyła
jej rękę na głowie po czym szybkim ruchem skręciła jej kark. Gdy chłopak
poszedł szukać swojej siostry znalazł jej ciało na łóżku na ścianie
pisało ludzką krwią "Niech rodzice lepiej uwierzą"
Idąc chodnikiem po zmroku na obrzeżach miasta można rozmyślać, rozmawiać
przez telefon, słuchać muzyki. Bohater tej opowieści wybrał zupełnie
inne rozwiązanie... Była zima, chyba luty. Dwudziesto pięcio letni Marek
wracał do domu z pracy pieszo, chodź nigdy tego nie robił, ale zmusiło
go do tego pożyczenie samochodu swojemu dobremu kumplowi. Telefon
rozładowany, lampy przy drodze odmawiały posłuszeństwa: gasły co jakiś
czas. W takich miejscach nawet dorosła osoba czuje się niepewnie,
szczególnie kiedy idzie się pomiędzy stuletnim parkiem i martwą drogą, a
po drugiej stronie ulicy rozciąga się stara kopalnia i kilka
opuszczonych domów. Wiał wiatr, padał śnieg. Marek byłtrochę zmęczony,
kleiły mu się oczy po całodziennej pracy w biurze. W obrębie 20 km nie
było żywego ducha. "Czy ta droga nigdy się nie skończy?!" - pomyślał
lekko znużony po przebyciu 1/3 drogi. W którejś kolejnej minucie marszu
usłyszał za sobą kroki. "Kobieta..." - owiedział cicho do siebie,
rozpoznając odgłos obcasów. Kroki stawały się coraz szybsze. Wkońcu
nieznajoma dogoniła mężczyznę. Gdy była kilka kroków za nim, Marek
oglądając się ujrzał postać w czarnym płaszczu, twarz widział częściowo z
powodu gasnących lamp. Nowa towarzyszka uśmiechając się w końcu zaczęła
rozmowę: -Witaj, Marku. Poznajesz mnie? Pewnie nie... Rzeczywiście,
Marek nie wiedział, z kim ma przyjemność. Ale kobieta kontynuowała:
-POSM nr.1, klasa 5a. Pierwsza ławka na środku. Czarna kitka, dalej nic ci to nie mów? -Anka? -Tak! -Nie wierzę! Skąd się
tu wzięłaś? Co u ciebie? Gdzie teraz mieszkasz? Czym sie zajmujesz?-
zaczął zasypywać ją pytaniami. -Wiesz, zacznę od początku. Przyjechałam
tu tak po prostu, przypomniec sobie dawne czassy. Pamiętasz? Tu
mieszkałam...- Maja wskazała na jeden z opuszczonych domów w pobliżu
kopalni. -Tak, a teraz gdzie mieszkasz? Gdzie są twoi rodzice?-
dopytywał się Marek. -Mieszkają na wsi, a ja... Powiedz lepiej, co tu
robisz o tej porze. - opowiedział jej o pożyczonym aucie, zaczęli też
rozmawiać na inne tematy. Maja jakby specjalnie zwalniała tempo spaceru.
-Może wstąpisz do mnie? Chodźmy szybciej.- zaproponował Marek. -Wiesz,
nie lubię spacerować szybko. Proszę cię, nie spiesz się, bo "Gdy
człowiek się spieszy..." -Tak, tak, wiem : "... diabeł się cieszy".-
zaśmiał się Marek- więc dobrze, chodźmy wolno. I tak zrobili. Pokonali
drogę w czasie dwa razy dłuzszym. Mimo tego miło im się rozmawiało. Gdy
byli kilkaste metrów od celu, Maja zaczęła się żegnać z przyjacielem.
-Na mnie już pora, zrobiłam, co miałam zrobić, pora się rozstać.
-Szkoda. Ale mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy? -Na pewno, tylko
nie tak szybko - dodała na pożegnanie z uśmiechem Maja znikając w
bocznej drodze. Po dotarciu pod blok, Marek ujrzał, że stoi tam pare
radiowozów, karetka i straż. -Co się stało?! - zapyał z niepokojem
funkcjonariusza. -Wyciek gazu. Gdyby pan wrócił 20 min temu, to był by
koniec. Markowi zaparło dech z przerażenia: "To tylko dzięki Mai!".
Następnego dnia koniecznie chciał ją znaleźć, dzwonił do znajomych z
liceum, aż w końcu dostał numer do jej rodziców.: -Dzień dobry. Czy
można prosić Maję do telefonu? Chciałbym jej podziękować. Usłyszał płacz
w słuchawce: -Ania... nie żyje.. Zginęła rok temu od wycieku gazu w jej
mieszkaniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz